Strona:PL Kraszewski - Dziennik Serafiny.djvu/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dnia 1. Maja.

Znowu był pan Opaliński. Wszyscy go tu znajdują lepiej niż się spodziewali, lecz niezmiernie go trudno wciągnąć, rozruszać, zbliżyć, trzyma się ciągle zdala... Jednakże parę razy schwyciłam spojrzenie jego na mnie skierowane, i strzeliłam mu tym melancholicznym nabojem, który ciągle miałam w pogotowiu. Spuścił oczy.
Osobliwsza rzecz... doprawdy, zdaje mi się, że więcej on na mnie czyni wrażenia, niż ja na nim! Niepokoi mnie jak pudełko zamknięte... Co tam w niem jest? Mięszać mi się do rozmowy z nim nie wypada, w salonie zawsze ktoś jest... słowa jeszcze nie przemówił do mnie. Parę razy się złożyło, albo raczej starałam się, aby się składało tak... żeby zmuszonym był zbliżyć się do mnie... ale się usunął, z widoczną obawą. To rozumiem!! Nadto nas wielka przestrzeń dzieli... a przecie nudny... egoista! żeby mi nie dać się z sobą zabawić... tak jak dzieci się z chrząszczem bawią...
Porównanie to do Pilskiej należy.. Stara i żółta Pilska, ogromnie tym hrabią zajęta... Podgląda przez szpary, aby mu się przypatrzyć, niepokoi ją, ciągle o nim prawi... Bo to u nas tak mało ludzi, że lada co musi być pożądanem...