Strona:PL Kraszewski - Dziennik Serafiny.djvu/87

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Temu zaprzeczyć nie mogłam...
— Wierz mi, odezwała się, że jeśli pójdziesz za radą kochającej cię matki, możesz być bardzo szczęśliwą... Nie trzeba tylko od losu wymagać aby dał od razu wszystko... — i nie zaprzątać sobie głowy kochaniem, gdy idzie o małżeństwo...
— Moja duszo — dodała, myśmy wszystkie powychodziły dla konwenansów, i ciebie to czeka. Główna rzecz, aby zyskać pozycję i dostać człowieka, któryby nie tyranizował... Twoja matka i ja trafiłyśmy nieszczęśliwie... dla ciebie poszukamy we dwie koniecznie takiego, coby cię ocenić umiał i łapki położył przed tobą...
Uściskałam Ciocię z radości...
— A serduszko — spytała — wszak zupełnie wolne?
— A... w kimże bym się mogła zakochać? rozśmiałam się... zresztą, ja o tem nie myślę...
Ściskając mnie, szepnęła mi do ucha: Jeśli to później przyjdzie... no... trzeba tylko mieć rozumek.. a można być szczęśliwą. Męża razem i kochanka dostać trudno... Ktoś to powiedział bardzo trafnie, że mężczyzna jest jak scyzoryk, którym jeśli się pióra temperuje, chleba nim krajać nie można, i odwrotnie... Mąż to nóż do chleba... kochanek... temperuje pióra.
Obróciła to w żart, alem sobie zapamiętała...