Strona:PL Kraszewski - Ładny chłopiec.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   78   —

Myśléć o niéj czasem się Bolkowi wydawało szaleństwem — lecz gdy się w zwierciadło popatrzył na młodość swoją, na cacaną twarzyczkę, opowiadał sobie potém cudowne historye... Czuł, że był predestynowanym do zrobienia wielkiej karyery.
Mimo to, panna Emma codzień go mocniéj pociągała ku sobie tém, że on jéj pociągnąć nie mógł. Napróżno rozkochane topił w niéj oczy, ustawiał się w pozycyach posągowych, nadawał sobie postać ofiary, tony pańskie, próżno starał się dać do zrozumienia, iż był zakochany w niéj — panna Emma miała jakiś zły, popsuty smak i najmniejszéj dlań nie okazywała sympatyi.
To go gniewało. Była to negacya potęgi, w którą wierzył, na któréj przyszłość opierał. Gniewał się, ale coraz silniéj się nią zajmował.
Czasami już, już mówił sobie, że się wyrzecze, że oziębłością ją ukarze, po kilka dni poświęcał się cały marzeniom o wdowie — potém wracał znowu do panny Emmy.
W domu radzcy miał za sobą zupełnie zjednanego tytułem i nazwiskiem pana Dziembę; mógł wiele rachować na matkę, która go lubiła — ale tu znalazł téż szkopuł: Mama była jeszcze wcale ładną, świeżą, młodą i trochę zalotną, chociaż niezmiernie ostrożną.
Bolek domyślał się, że mógł więcéj łaski tu znaleźć niż pożądał. Gdy radzcy w domu nie było, panna Emma siedziała w swoim pokoju, a professor czasem przychodził z chłopcami, chłopców odprawiała matka żeby się sobie pobawili swobodnie,