Strona:PL Kraszewski - Ładny chłopiec.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   36   —

tanie przy pierwszéj znajomości — czy istotnie jest to potomek...
— Jakże pani chce aby doktor o tém wiedział, dla którego tylko genealogie chorób są znane? rozśmiał się Bazyli. — Dla mnie może on być potomkiem królewskiego rodu, to mi wszystko jedno...
— Panowie byli z sobą bliżéj? — spytała ciekawa panienka.
— Bardzo blizko, nie, — odparł doktor, ale — znaliśmy się.
— Bardzo skromny i miły człowiek — dodała panna Emma chłodno — tak skromny i pełen taktu, że mnie się to w jego wieku aż prawie nie naturalném wydaje?
Doktor się uśmiechnął patrząc jéj w oczy, lecz odpowiadać nie chciał, i zbył to uśmiechem.
— Ojciec, matka i bracia moi, wszyscy w domu pana Bolesława bardzo cenią — dodała Emma, — a mnie jako ofiara losu obchodzi — radabym wiedziéć z jakiéj spadł wysokości. Widzę jednak, że pan nie zaspokoisz mojéj ciekawości.
— Niestety! — rzekł Bazyli tym samym żartobliwym tonem — znałem go już w tym upadku, a o przeszłości niewiem nic.
Panna Emma, która się widać czuła z doktorem swobodniejszą niż z innymi i odczuła w nim człowieka, z którym mogła być poufaléj nie narażając się na żadne niebezpieczeństwo — zwróciła rozmowę na muzyka.
— Bardzo bym rada aby się nasz gość dał namówić do fortepianu — rzekła cicho — gra na kon-