Strona:PL Kraszewski - Ładny chłopiec.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   32   —

Minę nastroiwszy i pokorną i dumną zarazem, Bolek już nic z siebie więcéj dobyć nie dał. Bazyli, któremu to było wszystko jedno, zdala się przywitawszy z nim, nie bardzo się już przysuwał. Tamten go widocznie unikał.
Dwaj synowie pana radzcy, chłopaki już słuszne weszli do salonu, a Bolek z pewną afektacyą dobroduszności i łagodności zajął się niemi. A że dobrowolnie siadł w kątku skromnie, i takie dawał dowody serdecznego dla swych uczniów współczucia — panna Emma zwabiona tém, na chwilkę poszła mu podziękować kilką grzecznemi słowy i uśmiechem.
Około wirtuoza naturalnie skupiało się całe salonu życie, lew królował. Doktor, dla którego wszystko i zawsze było przedmiotem do postrzeżeń, mówił sobie w duchu, że wielki ów mistrz tonów, mówił nieosobliwie, rzeczy oklepane, na których czuć było starzyznę. Znudzenie okrutne ziało z niego, ale chciał być grzecznym; wyciągał więc co mógł z zakątków pamięci, dowcipy zużyte, anegdotki zszarzane, postrzeżenia zmięte i spłowiałe, a słuchacze brali to za dobrą monetę. Najwięcéj jednak wyślizgało mu się arystokratycznych wspomnień — jakby mimowolnie, — mających dowodzić jak jego talent (mówi się geniusz w oczy) — oceniony został w wyższych sferach społecznych.
Wszyscy téż czuli się do obowiązku obchodzenia się z tą rozpieszczoną osobistością w sposób jak najdelikatniejszy i pełen poszanowania. Po Lisz-