Strona:PL Kraszewski - Ładny chłopiec.djvu/220

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   8   —

wino nie smakuje. W tym celu pochwyciłem to hrabiątko tułające się, i zaopiekowałem się niém.
Wprawdzie on nie występuje z tytułem, ani z prawdziwem nazwiskiem, ale ja na ucho rozpowiadam wszystkim kto i co on jest. Ta tajemnica ma urok! Ludzie są głupi! Ale interes, w którym stoi hrabia taki incognito, a ja jestem niby wspólnikiem tylko, ma fizyognomią, obudzą ciekawość. Akcye pójdą jak po maśle.
Przy tém bo mój pomysł złoty. Towarzystwo eksploatacyi lasów krajowych! Pyszna rzecz! Wiadomo, że wszyscy handlujący drzewem porobili fortuny, oprócz tych tylko, co z własnéj winy albo z dobréj woli bankrutowali...
Pułkownik słuchał z uwielbieniem i ustami otwartemi.
— No — przyznaj, że wprowadzenie do interesu jako osi, tego hrabiego incognito — jenjalne! A i on! i on, co za spryt! jakie znalezienie się, i jaka hrabiowska prezencya!!
— To prawda — odezwał się pułkownik.
— Wszyscy się domyślają, że jedną z moich córek dam za niego — rozśmiał się Bombastein. — Może i to być, ale Flora nie chce, a Leonia téż nosem kręci.
Pułkownik głową na to pokręcił.
— Na to będzie czas — rzekł Bombastein — niech wprzódy interes idzie, potém zobaczymy. Co do moich panien, zmuszać nie będę, ale za innego iść nie dam!