Strona:PL Kraszewski - Ładny chłopiec.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   171   —

Komu innemu przyjęcie tego rodzaju nie byłoby może do smaku, Bolesławowi zdawało się ono nowe, świetne otwierać horyzonty — i z monumentalnych spuściwszy się wschodów, gdy się znalazł w ulicy, uczuł się błogiém jakiémś owiany tchnieniem. Z pewną dumą szedł ku domowi, zdejmując białe rękawiczki i chowając je do kieszeni, aby oczyszczone chlebem i gumą, jeszcze przez parę wieczorów służyć mogły.
Rozpatrując się w tém, co już dokazał od czasu przybycia do Warszawy, miał w istocie prawo być dumnym. Trapiło go tylko, że im więcéj się horyzonty rozszerzały, stosunki rozciągały, znajomości mnożyły, tém trudniéj im było podołać groszem wcale szczupłym, jaki mu radzca płacił za lekcye. Obrotowego kapitału brakło.
Doktor, który pożyczył pięćdziesiąt złotych, był już nadąsany i podejrzliwy, wuj nie do ukąszenia, a z innych stosunków korzystać nie wypadało. To go w smutną wprawiało zadumę.
Myślał téż co miały znaczyć owe nie darmo wyrzeczone wyrazy p. Samuela, który mu dał tak silnie, dobitnie do zrozumienia, iż — wzajemnie sobie użytecznemi być mogli.
Panny Bombastejnówny nie bardzo mu się podobały — nie zdawały się łatwą zdobyczą. Jak panna Emma stały na wysokościach, do których piękny Antinous wspiąć się nie mógł. Zresztą bliżéj je poznać potrzebował — któż wie? tyle już niewiast padło ofiarą jego wejrzenia i wdzięku? Umiał czarować.