Strona:PL Kraszewski - Ładny chłopiec.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   111   —

ni Laury, tak ją pochlebstwy obsypywała, że oprzéć się jéj nie było podobna.
Zdobyła to serce zastygłe tysiącem drobnych przysług, nadzwyczajnemi zabiegi, zastosowywaniem się do gustów i fantazyi, z wyrzeczeniem się zupełném własnego zdania i upodobań.
Szło o to pani Dziembinie, ażeby mogła wnijść i być przyjętą tam, gdzie tylko wyborowe towarzystwo bywało. Podnosiło ją to, rehabilitowało, a czuła, mimo wielkiéj w postępowaniu oględności, że pewnéj rehabilitacyi potrzebowała. Prawiono o niéj różne rzeczy, — plotki to były może, ale głośne i nieprzyjemne.
Zbliżenie się do pani Laury nadzwyczaj się jéj powiodło. — wkrótkim czasie wkradła się w jéj łaski, stała niezbędną i — miała nadzieję wyszperać nawet dla nikogo dotąd niedostępną przeszłość nieszezęśliwéj wdowy.
Było to dowodem niesłychanego zaufania, iż pani Laura zagadnięta raz przez nią w rozmowie o to smutne, osamotnione jéj życie — objawiła pod sekretem, że w ostatku gdyby się coś trafiło, coby wiejskie, spokojne życie na łonie natury zapewnić jéj mogło, któż wie! może by się zdecydowała probować szczęścia. Ale do tego tyle, tyle potrzeba było warunków!! Zbrojna w to wyznanie nazajutrz po południu, (bo zrana nie przyjmowała pani Laura, a jadała wieczorem) — pojechała radczyni ze swym projektem swatania Serafina.
Szczęściem dnia tego w godzinie recepcyi, nie