Strona:PL Kobiety Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego (Piotr Chmielowski).djvu/278

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tyś anioł piękna, tyś seraf pokoju,
Dłoń twa ze śniegu nie krwawi się w boju!
W dzień sądny zemsty, ty wśród twego ludu
Nie staniesz przy mnie...
Lecz nim ta chwila nadejdzie, — a może
Nie przyjdzie nigdy — tyś mojém zbawieniem,
Tęczą jedyną w zaćmionym przestworze,
Miłości mojéj tyś ostatniém pieniem!

Potem nastąpiły jeszcze chwile szczęścia acz krótkie, pobyt kilkomiesięczny w Nizzy. „Na wieki dni te w Nicei mnie pozostaną błękitném wspomnieniem — pisze poeta do Gaszyńskiego. — Jeździliśmy konno po tych górach. Śliczne było niebo i w duszy błogo, spokojnie, wzniośle, bo ciągle mówiliśmy o świecie idei, o świecie ducha, o świecie przyszłości“.
Ten atoli świat przyszłości niebawem nie tak błękitnie miał się przedstawić. Krasiński pod naciskiem rodziny postanowił wejść w krainę straszną, „gdzie miłości niema", miał się ożenić z panną, która pomimo swoich przymiotów poetycznemu ideałowi nie odpowiadała. Krasiński, jak sam wyznaje, miał pewien wstręt do panien. Więc chociaż „z nadziei i szczęścia wyzuty“, chce „siostrze powierzonéj sobie na wieki“ stać się pociechą i osłodą, nadzieją przyszłą i przeszłém wspomnieniem, do dawnéj zaś kochanki zwraca się z prośbą, ażeby się zań modliła:

Módl się ty za mnie, gdy z rozpaczy zginę
Za winę ojców i za własną winę;
Módl ty się za mnie, by mnie w moim grobie
Nie opiekielnił żal wieczny po tobie...
Módl ty się za mnie; ja ciebie się trzymam,
Bo na téj ziemi prócz ciebie nic nie mam.
I nic prócz ciebie nie marzę za światem,
Tylko to marzę, by z mą duszą biedną