Strona:PL Kobiety Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego (Piotr Chmielowski).djvu/255

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nieraz barwach przedstawia podłość i nikczemność ludzi. „Wiek mój — powiada — był wiekiem przejścia i złego“. Świat cały jest „giełdą bez Boga“. W gmachu téj giełdy była „wystawa z marmuru czarnego, wschodami wiodąca aż tam, gdzie górowały trony świecące. Na nich siedzieli wybrani kupcy z wędrownych pokoleń Wschodu, w długich szatach, z siwemi brody, z purpurową przepaską na czole a pod ich nogami leżały ogromne wory, pełne brzęczącego kruszcu...“ W tych worach dusze kupców ukryte i spętane — płaczą. A w miarę „jak się nieszczęsne coraz bardziéj skarżyły, wzrastał gniew siedzących i gniotąc stopami, zagłuszali jęki tych własnych dusz swoich“

W inném znów miejscu powiada:

Świat ten cmentarzem z łez, ze krwi i błota!
Świat ten jak wieczna każdemu Golgota...

A pomimo to wszystko świat ten był przez niego kochany! Miłość pojęta szeroko ogarniała wszystkich:

Dla podłych tylko i faryzeuszów
Bądź groźbą, gniewem — lub świętém milczeniem;
Dla wszystkich innych, bądź anielskiém tchnieniem!

Oto przykazanie miłości, jak je Krasiński sformułował. Nie było w niém ani marzeń fantastycznych, ani sztucznych obsłon, ani czułostkowéj galarety... tych właśnie wad, jakie on sam zarzuca i w części bardzo słusznie Juliuszowi Słowackiemu, kiedy w odpowiedzi na jego gryzące słowa mówi:

Ach! nie wziąłeś ran przed ciosem
W pierś twą magnetycznie,