Strona:PL Kazimierz Władysław Wójcicki - Nędza z biedą.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


im ciebie jeszcze przedstawić, bo takie przeznaczenie Boże, że dla kogo ja długim jestem przyjacielem, to w końcu i z tobą pobratać się może. I Bieda nacisnęła podartą czapkę na bakier, a Nędza zawinęła się w swoją płachtę i ruszyły do wioski najbliższej. —

∗             ∗


Pan Wojewoda miał syna jedynaka, syna, który imię świetne i sławę ojca i pradziadów musi przechować w potomne wieki.
Wysłał go do Włoch, do Paryża po rozum, dawszy mu czwartą część skarbu swego na drogę. Kiedy odjeżdżał, powtórzył mu wprawdzie stare przysłowie, że:

„Kto głupi w Paryżu sobie rozumu nie kupi!“

Wierzył przecie inaczej i był pewnym, że więcej ukształconym wróci, niżby siedział w kraju.
Bawił rok Wojewodzic, zabrakło mu złota: pan ojciec posłał starego Dworzanina, z dwoma worami złota. Jedzie Dworzanin, aż pod lipą spotyka bladego szlachcica, w dziurawym żupanie, z kawałkiem pasa bogatego niegdyś, w czapce podartej, zdartemi buty. — Chudzina skłonił nisko czapką, powitał go Dworzanin.
— Pomaga Bóg, Panie, Bracie, rzekł do jadącego, a gdzież to tak spieszno?
— Ha! jadę z pieniędzmi, miły Bracie, dla młodego panicza. Pojechał ci po rozum aż do Paryża: ale kaci po tem, rozum jakoś trudno idzie, a dużo pieniędzy kosztuje.
— Oj! rzekł chudzina, powoli i rozum się znajdzie!
— Djabli po nim, odpowie Dworzanin, przyjdzie wtedy, jak pieniędzy zabraknie, a bieda zajrzy w oczy!
I odjechał.
Bieda czapkę w górę z radości rzuciła, wołając:
— Będę w zamku! i moją Swachę wprowadzę, wtedy choć sobie raz pohulamy!

∗             ∗


Był to dzień uroczysty w zamku, uroczyście obchodzono powrót z Paryża rozumnego Wojewodzica. Stary Wojewoda sprosił liczne sąsiedztwo, panów i szlachtę z okolicy. Zamek był przepełniony: od samego rana brzmi kapela nadworna. Przy wieczornym zmroku rozpalono kagańce, oświecono zamek rzęsisto: w zamku widno, jakby słońce świeciło, za murami ciemno, choć oko wykól.