Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/209

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Było to w jesieni w same Matke Boskom, hej, rózańcowom; pogody i ciepło co cud! Wybroł sie w cas przed raniem, bo dopiéro piérsy ros kohut zapioł, Maciek Pokusa Pudras z Polon na odpust do Ludźmiérza. Idzie, prziseł nad Dutkowom w Zubsuchém na Kulowe doline i myśli se:
Jesce wcas! Tu témi wierchami w nocy otupno iść samemu, bo tu po tej dolinie straśnie ludzi strasy i momi, mógbyk jesce zabłądzić! Siedne kany na kwile, odpocne, i pocekom zakiel weźnie świtać; tu z tela, rzeke, mom casu dość zojść do Ludźmiérza. Hej!...
Niebyło tak ka dobrze sieść na ziemi, ale nieprec była przi drodze kaplica dre-