Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/054

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Co robić?... Długok zył.
— Długo. Mało wto dziś tak.
— Dziś mało, ale prędzej bywało takik, co i sto roków zwysył, dość.
— Ba, drzewiej béło nie tak.
— Bajtoć! Twardo nie robili i grule nie gniły. Dwaścia rók miał, to jesce krowy pas, w długiej kosuli — hłopiec! I nie bedzie ci taki długo zył? Hę?
— Ba, ba! — przyświadczył Gombos.
— Nie sył mu tu nik portek, jaz sie zénił. Doktorów nijakik nie znał tu wtedéj nik. Ale tu nie umar ino tén, co musiał. Nie tak jako teroz...
— Ba!
— Syćko béło ine. Wóz. Dołeś za wóz nowięcyl osiemnoście cwancygierów, hej, to cie przezył. Prowda! taś nie uświacył w nim klińca, zelaza, ba bosak. Ale ta prec nie jezdzowali, to ta pobył.
— Pobył, pobył...
— Nie sukoł haw do niego nik zadnej