Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/016

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


z ciała wylecom na skrzidłak śmignom. Ono sie wej i zołądek lekcejsy robi w cłowieku, kiedy go tak wyhuzio na jedli, a zawonie mu lase. Hej nimas to, jako las, na syćkie biédy.
I on ci wej syćko tak, jak basy ku gęślom. Smutno ci — on ta tys nie wesoły; radeś — i jemu nie markotno. Cihoś — hoćby sumiał, to tak jakbyś go nie słysał; śpiwos se — ej, juz i on głośny, hoćby ciho stał. Takie ci to wej, jak sekunda muzyce; na jakom nute zamyślis, on tys ta hnet za tobom. Jakoz go wej niebedzies rad widział? Dy ci ani baba, ani dzieci telo nie przihlébiom. Ka ta!
Turnie som nie jest takie, abo i woda. Jakiesi to jest mocniejse, jako cłowiek, nie fce mu sie przyhylić — — ale las! Teloz by ci kołyskom był, abo łózkem! Ono by ci tys i po śmierzci nolepi w nim było. I za truchłe by ci był,