Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Jak się weznem do rozprawy,
Ozpierem je popod ławy!«

Gwiznął po juhasku, aż zaleciało gdzieś w Kondracką Kopę.

»Hejże ino po francuzku!
Trzymaj ze jom na łańcusku!
Dyabliz ci jom utrzimajom,
Kie się jéj tak napirajom!«

Rozśmiał się i ze strasznym już temperamentem, waląc obu piętami w ziemię i przykiwując głową, jak opętany, śpiewał coraz siarczyściej:

»Jo se ligom pod kolibom,
Przyjdze ku mnie, gęby ci dom!
Gęby ci dom, gęby ci dom,
Jesce ci się na co przydom!«

Niemógł już wytrzymać, zerwał się z miejsca, świsnął przez zęby raz dwa, przychylił głowę w dół, przycisnął kapelusz ręką, tupnął nogą i hyc krzesać drobnego, piętą o piętę, obu piętami w powietrzu. Tak sobie trafił nutę »pod nogę«, jak mało kiedy sam Szymek Krzyś utrafi! Krzesze i krzesze, aż mu żwir pod kierpcami skrzypi — mało tego! Po hajducku!

»Hej nimas to, jako zbój!
Padnie listek, to się bój!«...

Nosi się, »koło ziemi«, podskakuje, co podskoczy, to się wytnie rękami w pięty, hyc na lewo,