Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


roku pokrony tego gruntu po cioce? Cozek wyprawocił?

»Śtyry dudki dała coby tańcowała —
Śtyry dudki wzieni ona stoi w sieni!....«

Telo mos!
A jesce to nic, co mi sie woroł, ale s tom sopom. Przecie, kie mi jom wiater przyniós, to sopa moja! Som Pon Jezus pedzioł: Bier, Mihale, co Bóg daje! Wiater prasnon sopę na moje, to sopa moja! Bo jakoz było? Prziseł wiater halny od wirhów i przeniós sopę z Frankowego pola na moje. Tak my mieniali: jemu ostoi plac pusty po sopie, a mnie wyrosła sopa na pustém. Cy jo jest temu winowaty? Nie jo robił ze sopom, ba wiater. Co on mo teroz narabiać se mnom? Bił mnie tak, co sie widziało, ze mi zyły wytardze. A jo sopy bronił, bo mi Pon Bóg sopę tak, jako z nieba zesłał. Cozek wybroniéł? G....!
Skarzyłek. Ej baj to! Oni by ci co kie prziznali. Ani mu za tén bitkę nic nie wsuli, bo, pado, swojego bronił. Juźci »swojego«! Kie na moim gruncie stało.
Stryła im do boku z takom sprawiedliwościom! Drzewiéj nie było nijakik sądów, było lepiéj. Stryła im maciery!

»Ej! Pirwéjek se śpiéwoł, teroz płakać musę,
Co jo się tak marnie poniewirać musę!...«