Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Jadwiś! Siwe twoje ocy?!
— E, to się im przypotrz!
— Pokoz!
— Idze, zkądeś przisła! Co ices ode mnie!?
— Pokoz ze je, té ocycki!
— Krystka! Cyś ogłupiała?! Co fces?!
I Jadwiga dźwignęła się z progu i stanęła twarz w twarz przed Krystką, czerwieniejąc od ognia nad sobą.
— Co fces?!
— Ocy twoje fcem! To! — krzyknęła Krystka i palnęła ją płomieniem żagwi po oczach.
Straszliwy, góry wstrząsający wrzask rozdarł mrok leśny i noc. Psy zaszczekały przeraźliwie, a echo wrzasku rozleciało się na przestrzeń, jakby skały zawyły naokoło. Za tym wrzaskiem poszedł drugi i trzeci; polanę napełnił jęk przeraźliwy, okropny, wytargany z wnętrzności.
Jasiek wyskoczył z szałasu i pobiegł ku szopie.
— Co się haw stało?! — wołał. — Krotni miliońscy! Coz się tak dre? Co...
Głos mu uwiązł w gardle. Krystka trzymała za rękę tarzającą się po ziemi i ryczącą Jadwigę, i świeciła nad nią wirem iskier z żagwi. Ujrzawszy Jaśka krzyknęła:
— Tu jom mos! Haw mos siwe ocy! Przypotrz się!