Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/082

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— A teroz nic. Przepadło.
— Przepadło?!
— Na zawse.
— Cemu?! Bez co?!
— Boś mi juz teroz tak jak nic.
— Cemu?! Jo by ci przecie przy nogak lezoł, joby ci przecie wierny był jak pies!
Joby do tobie patrzył, jak do gwiazdy...
— Mnie się tyz to w tobie nie podobo; — miękiś.
— Tamten ci lepsy, co cie bedzie bił?
— Ale je hłop.
Złapał się Jasiek Mosiężny za głowę obu rękami.
— Maryna! Lepi mi było tego nie pedzieć!... Rany Boskie!
I kołysze nieszczęsną głowę i żałość go ogarnęła rozpaczna.
A ona mu powtarza: Miękiś był. Cemuześ mię nie hycił, cemuześ mię nie stusił pod garło, tak, jak on? Teroz jo jak zacarowana...
— Hej! To tak trza było! — mówi do siebie Jasiek Muzyka — Hej! To tak trza było!... A jo nie wiedzioł...
I wali się głową ku kolanom.
— Jesce kiebyś mię był wte, kiek ze sópki sła, tak nie puścił. Kiebyś mi był nie uwierzył, kiebyś