Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/077

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Kiedy zakrzesał na drobną nutą rogoźnicką, to się widziało, że iskry piętami skrzesze, choć w kyrpcach był.
Do polki Marynę ujął — ej! kiedy się zaczęli nosić! Był on we Widniu i w Preśburgu i w Ołomuńcu, tam się z austryackiemi siacami, z czeskiemi holkami nauczył tańczyć. Na Marynę łuny biją, a ten ją w pół obiął, przyciska, po powietrzu nosi. A łuny biją i na Jaśka.
Poprosili do jedzenia. Noc była późna. Wyszedł Jasiek w pole, oddéchnąć, bo się i graniem zmęczył, ale to nic, ba się mu serce rozerwać chciało od żalu, od zazdrości, od bólu, od gniewu. Grał pod ścianą, grał, aż się włosienie ze smyczka sypały, a ten przyciskał, a ten nosił, a ten tulił ku piersi! Ej! tysiąc dyabłów zjadło!
Idzie koło takiej szopeczki małej i słyszy za ścianą taki głos szeptem:
— Musis!
A to mówił mężczyzna.
A drugi głos mu też szeptem odpowiada: Nie musem!
A to był głos kobiecy.
— Musis!
— Nie musem!
— Ba musis!...
Uśmiechnął się Jasiek, oddalił się, pochodził