Strona:PL Kazania sejmowe (1924).djvu/99

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Naprzód wielkie szczęście jest królestwa i rzpltej, gdy ludzie swoje zachowuje w jedności, zgodzie i miłości wspólnej; gdy wszyscy są jako w jednem ciele członki przy jednej głowie; gdy wszyscy jedno rozumieją, jedno mówią; gdy jako w jednym korabiu siedzą, spoinie sobie do przewozu pomagają, jako mówi pismo[1]: »Brat, pomagający bratu, są jako miasto mocne.« Żadne nie są mocniejsze mury i wały u miasta, jako zgoda, jedność i miłość sąsiedzka jednego ku drugiemu. Bo gdzie niezgoda i rozdział, jako Pan mówi, tam jest upadek królestwa, a dom się na dom wali[2].

Do tej jedności i zgody wiara święta katolicka dziwnie ludzie zaprawuje i w niej mocno zatrzymywa, bo każe wszytkim wiernym być jako bratom u jednego ojca i w domu jednym[3]: »Wszyscy wy, mówi Pan Bóg, bracia sobie jesteście.« Nie każe się im dziedzictwem dzielić, jako sam Pan rozdziałów czynić miedzy bracią nie chciał[4]. W jednym domu wszytkim się i w jednej owczarni i pod jednym pasterzem wszytkim zamykać i u jednego stołu świętego nauki i sakramentów zasiadać, i w jednej spiżarnie] i skarbnice potrzeb i żywności swojej patrzyć rozkazał[5]. Jedna u katolików wiara, jedne sakramenta, jeden pasterz i gospodarz.

  1. 1. Cor. 1. Prov. 18.
  2. Luc. 11.
  3. Matt. 23.
  4. Luc. 22.
  5. Joan. 10.