Strona:PL Kazania sejmowe (1924).djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Żadnej się łaski u mnie — mówi Chrystus — nie spodziewaj, żadnego grzechu odpuszczenia mieć nie będziesz, wszytkie cię grzechy twoje potępią, jeśli się z bratem nie zgodzisz. O Panie mój! I nogi mu umyję i ucałuję i zdrowie moje zań dam, bylech od twojej łaski nie odpadał.
O jako to ciasny łańcuch, który mię do zgody wiąże i w niej trzyma! Nie kłaniaj mi się, — mówi Chrystus, — ani mi się na oczy ukazuj, ani mi ofiaruj daru żadnego, jeśli się z bratem nie zgodzisz. Na modlitwę twoje uszy zatkam, na ofiarę twoję jako Kajmowę nie wejżrzę, jeśliś bratu twemu nieżyczliwy[1]. O Panie mój! Jeśli ty oko twe i twarz twoję odemnie odwrócisz, coż po mnie? zginąłem, jeśli mi sobie służyć nie każesz! Jeśli ofiarą i posługą i upominki mymi i modlitwą moją wzgardzisz, cóż po mnie? Gdzież pójdę, gdy mię od siebie wypędzisz? Izali najdę za morzem i na końcu świata miejsce, w którembych mógł uść mocy i ręki twojej? Dlatego zaraz zgody i przyjaźni brata mego szukać i naleźć ją muszę.

Izali to nie srogie słowo Pana naszego, którem nas do zgody ciągnie i prawie zniewala? Uczniami się moimi nie zowcie, za sługi moje was nie znam i nikt was za moje poddane i za

  1. Matt. 5.