Strona:PL Kazania sejmowe (1924).djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Wiele historyi mamy, które nam hefetyckie okrucieństwa nad katolikami, gdy moc nad nimi mieli, oznajmują: zwłaszcza Ajyanów pod cesarzem Konstancyusem i Walensem i w Afryce pod Genzerykiem. Wyświecali wszytkie biskupy i stolice ich osiadali, zabijali je i majętności ich łupili, toż nad ludem pospolitym i nad pany świeckimi i nad niewiastami czynili, żadnego miłosierdzia ani politowania nie czyniąc[1].
A gdy Pan Bóg cesarze ich heretyckie strącał i katolikom pokój wracał, nigdy im tego katolicy nie czynili, gdy moc nad nimi mieli. Po Walensie heretyku, gdy cesarz Teodozyus, katolicki i święty pan, nastał, tylo aryańskim biskupom ustępować z dostojeństwa i katolikom kościoły oddawać rozkazał. O co było wiele szemrania pospolitego ludu na biskupy i na cesarza, iż heretykom taką łaskawość pokazowali, jakiej oni katolikom nie czynili. Bo byli biskupi katoliccy, którzy Aryanom mówili: zostańcie i na biskupstwie, my o nie nie dbamy, jedno katolicką wiarę przyimicie, a pokutujcie.

Acz cesarze pobożni prawa na heretyki uporne pisali, jednak z wielką folgą i miłosierdziem to czynili, więcej pismem i postrachem niźli rzeczą i karaniem złości ich i jady hamując. Jako i dzisiejszych czasów i tu u nas, łaskawość się wielka ku nim katolicka pokazuje. My na

  1. Bar. Tom. 4.