Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 03.djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wiwat, niech Cię to chwali, * Gdyśmy narodzenie Twe oglądali.

Jakże, wielki Boże! zbytnia miłość Twoja, * Którą dla wiecznego świadczysz nam pokoja: * Grzesznik zaś Tobie, wszechmocny Boże, * Czemże taką łaskę odwdzięczyć może.

Dosyć miłość Twoją jawnie pokazujesz, * Gdy tyle przykrości dla nas podejmujesz: * Ej jeszcze, jeszcze, jeszcze to mało, * Dla człeka z miłości dam wszystko ciało.

Dziwno mi to jednak, Zbawicielu drogi, * Że ubogo leżysz na taki mróz srogi: * Ej nie dziw, nie dziw z ubóstwa Mego, * Bom wszystko dla człeka wydał grzesznego.

Czemuż tedy płaczesz, czyli Ci żal tego, * Iżeś się narodził dla człeka grzesznego? * Ej płaczę, płaczę, płaczę dlatego, * Że umrę dla grzechu Adamowego.

Ale wielki Panie, wielkie to są dziwy, * Że Cię człek nie przyjął w kącik osobliwy: * Ej tak złość ludzka bardzo zawzięta, * Ledwie Mnie przyjęła między bydlęta.

Nie maszci dworzanów, aby Ci służyli, * Przy tym twardym żłobie, aby Cię cieszyli: * Ej nie masz, nie masz, tylko Marya, * I Józef, który Cię siankiem uwija.

Na tak ciężkim mrozie, drżysz bez pościołeczki, * Nie masz się czem zagrzać, nie masz kąpiołeczki: * Ej nie masz, nie masz, sam osieł z wołem, * Swą parą chuchają, grzeją Cię społem.

Czemże Tobie, Jezu, za to odwdzięczymy, * Czem Ci za tak wiel-