Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/087

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ta, * Na uciechy szła marne, * Gdym w sumieniu chciał czarne * Zgryzot zabić robactwo. * Ale wszystko bogactwo * Nie dało mi dość trunku * Na zabicie frasunku. * Już sędziowie przeklęci, * Co datkami ujęci, * Prowadzili mą sprawę, * Ziemię mają na strawę. * A jam blizki konania... * Przyjmuję bez szemrania * Karę Boską za grzechy; * Lecz bez kropli pociechy * Umrzeć nie daj mi, Panie! * Który, leżąc na sianie, * Wątły niby i mały, * Zmieniłeś już świat cały. * Jako tchnąłeś w sierotę * Przebaczenie win złote, * Tak i we mnie tchnij skruchę, * Żeby oczy mnie suche * Nie dobiły na sądzie.
(Teraz Prokop, Marta i Walek zbliżyli się do żebraka i po kolei mówią):

PROKOP.

Na morzach i na lądzie * Złe straszniejsze nie było * Jak to, co mnie splamiło. * Lecz mnie rozpacz omija, * Bo mówiła Marya, * Że mi Jezus daruje; * Pokój w sobie już czuję.

MARTA.

I jam też jest grzesznica; * Lecz ta święta Dziewica * Chroni mnie od rozpaczy. * U mnie wiele to znaczy * Że ta matka jedyna * Właśnie matką jest Syna * Skrzywdzonego przez grzechy.

WALEK.

Jabym nie miał pociechy * Dotąd ani kropelki, * Bom też grzesznik jest wielki... * Ale gdym jej uwierzył, * Jakoby grom uderzył *