Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/028

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ROZPOCZĘCIE PRZEDSTAWIENIA.




Chłopiec odsłania oponę i śpiewa lub mówi w ukryciu.

Mizerna, cicha, stajenka licha, * Pełna niebieskiej chwały; * Oto leżący, przed nam śpiący, * W promieniach Jezu mały.
Nad Nim Anieli, w locie stanęli, * I pochyleni klęczą; * Z włosy złotemi, z skrzydły białemi * Pod malowaną tęczą.
Wielkie zdziwienie, wszelkie stworzenie, * Cały świat orzeźwiony, * Mądrość mądrości, * Światłość światłości, * Jezus wcielony.
I oto mnodzy, ludzie ubodzy * Radzi oglądać Pana. * Pełni natchnienia, pewni zbawienia, * Upadli na kolana.
Długo czekali, długo wzdychali, * Aż niebo rozgorzało, * Piekło zawarte, niebo otwarte, * Słowo ciałem się stało.
Śpi jeszcze senne, Dziecię promienne, * W ciszy ubogiej strzechy; * Na licach białych, na ustach małych * Migają się uśmiechy.
Jako w kościele, choć ludzi wiele. * Cisza pobożna wieje, * Oczy się roszą, dusze się wznoszą, * Płyną w serca nadzieje.
Lulaj Dziecino, lulaj ptaszyno, * Nasze umiłowanie; * Gdy się rozbudzi, w tej rzeszy ludzi, * Zbawienie nam się stanie.
Oto Marya, czysta lilia, * Przy Niej staruszek drżący. * Stoją przed nami, przed pastuszkami, * Tacy uśmiechający.