Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 01.djvu/241

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dalej, dalej, * Ażeśmy się dziwowali, * Tak wielkiej ochocie.

Wziął Sobek Staszka, Wałek Tomaszka, * Widząc Pańską łaskę, * Dla fantazyi, w tej kompanii, * Dał Jan wina flaszkę; * A że Jędrzej nie miał pary, * Tańcował z nim Józef stary, * Wziąwszy w rękę laskę.



KOLĘDA  171.
(Kolęda Ptactwa).


W dzień Bożego narodzenia, radość wszystkiego stworzenia; * Ptactwo chwali Pana, bydło na kolana * Upada, upada.

Król orzeł najprzód przyleciał, gdy się o godach dowiedział: * Nawiedził Dzieciątko, małe Pacholątko, * W Betleem, w Betleem.

Ptactwo się też dowiedziało, za królem swoim leciało * Na królewskie gody, nie pili tam wody, * Lecz wino, lecz wino.

Tem to chciał zagrzać struś głowę, a do tego zjadł podkowę; * By ją prędzej strawił, na gody się stawił * Jezusa Chrystusa.

A gdy kania dżdżu czekała, o tychże godach słyszała; * Więc odszedłszy wody, leciała na gody * Jezusa Chrystusa.

Stadem cyranki leciały, a kaczki bardzo kwakały; * Myśliwiec je brokiem przestraszył, aż skokiem * Uciekły, uciekły.

Gdy przyleciały do dwora, piwnicznym miały kaczora; * Lecz mu na te gody, kazały pic wody * Do syta, do syta.