Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 01.djvu/020

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dzbanusek, a ty weź garnusek masła młodego.

Pieś. Ja Mu będę ofiarować miodu scerej patoki faseckę; * Idko. Ja mędrzyków z kilkanaście; Krystek. A ja Mu dam z koprem gomułeckę: * Misiek. A ja naostatek, wabiów kilka klatek, daruję Panu.

Bartos. Nu toście juz podarunki nalezycie wsyscy rozrządzili; * Teraz trzeba, zebyście je jak najprędzej bracia poznosili: * Idźcież, za pas nogi zatknąwszy, niech drogi cas nam nie ginie.

Pasterze z Parobkami. Juześmy się wsyscy ześli; idźmyz teraz, przywitajmy Pana. Bartos. A słuchajcie, jak tam przyjdziem, upadnijcie zaraz na kolana. * A potem wasemi cołami grzesnemi bijcie przed Panem.

Symek. Ucynimy tak, jak mówis miły Bartos; tylko cię prosimy, * Chciejze ty być oratorem od nas wsystkich, bo my nie umiemy * Jakoby Go witać; ty umies, boś cytac ucył się w skole.

Bartos. Mniejsa o to, tylko idźmy; nie bawmy się; tędy bracia droga. * Walek. Tam to pono Bartos idziem, gdzie się błyscy jasność ona sroga. * Bartos. Tam bracia idziewa, wkrótce tam staniewa, z Boską pomocą.

Ot ześmy tu; teraz nuże kazdy dobądź podarunku swego * Z swej kobiałki. Matus. A kędyś Pan? wsak nie widać domostwa żadnego. * Bartos. Oto w tej stajence.