Strona:PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szwagier przekazał mu prowadzenie całego interesu.
— Można to było przewidzieć. Potter zbliżył się do pańskiego szwagra odrazu z zamiarem zrujnowania go doszczętnie. Gdyby tak nie było, majątek nie mógłby tak szybko stopnieć. Wrzekomo przepuścił wszystko na spekulacjach, ale istotnie nabił sobie tęgi trzos. Przypuszczam jednak, że można go będzie zdemaskować.
— Nie sądzę, gdyż w takim razie nie przebywałby w San Francisco, lecz ukrył się na odludziu. Mój szwagier oczywiście stracił wszystko. Odebrał rodzinie resztki i przepija, wałęsając się od szynku do szynku. Z ostatnim groszem przepije rozum.
— A rodzina?
— Z rodziną jest kiepsko. Kiedy przyjechałem do Ameryki, nikt się krachu nie spodziewał. Liczyłem na Wernera. Sądziłem, że dzięki jego pomocy zdołam się prędko wybić. Lecz po trzech tygodniach nastąpił krach. Byłem zbyteczną gębą do stołu. Rodzice i rodzeństwo rozpaczali. Jedynie Marta zachowała równowagę ducha i myślała o środkach zaradczych. Pomagałem jej, strzeliła nam zbawienna myśl do głowy. Postanowiliśmy urządzać koncerty. Z początku wystarczyła gotówka, którą uzyskaliśmy ze spieniężenia zbytecznych rzeczy. Myśleliśmy o panu. Gdyby pan był w Ameryce, to na pewnobyś wspomógł nas radą i uczynkiem. Ale, niestety, pan był gdzie