Strona:PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— O, co się tego tyczy, to bynajmniej nie mam obawy. Podobieństwo, według wszelkiego prawdopodobieństwa, jest tak wielkie, że mogę się na niem spokojnie oprzeć.
— A jednak radzę panu nie zawierzać przypadkowi tak bardzo. Podobieństwo — to jeszcze nie wszystko. Jeśli Kara ben Nemzi jest przyjacielem Krüger-beja, to ten niewątpliwie zna nietylko jego twarz i postać, ale także stosunki życiowe. Poznali się niegdyś i obcowali ze sobą. Jak to się stało i w jakich okolicznościach, o czem z sobą rozmawiali i co robili — to wszystko musiałby pan dokładnie wiedzieć, aby się nie zdradzić. Jedno niewłaściwe słówko, jedna chybiona uwaga, drobna nieświadomość — może pana zgubić. Wówczas spodziewaj się zemsty, a wie pan wszak, że muzułmanie w zemście poczynają sobie bez litości i namysłu.
— Wszystko, co mi pan przytoczył, jest słuszne i trafne, ale mimo to nie zdoła mnie przerazić. Nie jest tak trudno, jak pan sądzi, odegrać rolę Kara ben Nemzi. Gdy zostałem sam ze starym podoficerem w pokoju oficerskim, rozmówiłem się z nim bardzo szczegółowo i wyciągnąłem go na słówka tak zręcznie, że nawet tego nie spostrzegł. Dowiedziałem się wszystkiego, co trzeba. Skoro przybył Krüger-bej, nie wahałem się już uchodzić za Kara ben Nemzi, i wiadomościami, uzyskanemi od starego podoficera, operowałem tak sprawnie, że dowiedziałem się jeszcze więcej, — i oto mogę grać rolę, której się podjąłem.
— To brzmi pięknie, lecz wymaga niebywałej