Strona:PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dowiedzieliśmy się zresztą dosyć z obu listów. Były tak jasne i wyraźne, że nie trzeba było się zastanawiać. Haniebny plan wyłożono tak plastycznie, jakgdybyśmy go słyszeli osobiście z ust kolorasiego.
— A zatem wiemy już, dlaczego pseudo-Hunter wysiada na przylądku, — rzekł Emery.
— I dlaczego zawarł z tobą znajomość — dodałem.
Yes! Poznałem go jako Smalla Huntera i mogłem w razie potrzeby świadczyć o prawdziwości nazwiska. Ten szubienicznik usłyszy ode mnie wyraźnie, co w nim jest prawdziwego, a co podrobionego. Naturalnie, zachowamy te listy!
— O nie! Skoro ich nie znajdzie, rzuci na nas podejrzenie, co może nam popsuć szyki.
— Czy spodziewasz się, że później odzyskamy listy?
— Tak.
— A jeśli tymczasem zniszczy?
— Jeżeli je dotychczas starannie przechowywał, to nie widzę żadnego powodu, aby tego nadal nie robił. Nie spuścimy go z oczu. Mamy Jonatana w ręku, i zawsze będziemy mogli odebrać dokumenty.
— Masz słuszność. Przedewszystkiem nie wolno budzić w nim podejrzeń. Winnetou niech odłoży pugilares na miejsce i zamknie zpowrotem kuferek.
Nie było to rzeczą łatwą. Ale należało się spodziewać, że Apacz wykaże taką samą zręczność przy zwróceniu kluczyka, jak przy wykradaniu. Zabrał pugi-