Strona:PL Karol May - Winnetou 06.djvu/243

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   491   —

— Oko mojej siostry jest przeźroczyste i jasne. Old Shatterhand może przez nie aż do jej serca zaglądnąć. On zna jej myśli.
— Czy rzeczywiście?
— Tak i one się spełnią.
— Kiedy?
— Niebawem.
— Niech się stanie, jak mówisz. „Ciemny Włos“ bardzo się tem ucieszy!
Ta krótka rozmowa ulżyła jej na sercu i zwiększyła odwagę. Podczas wieczerzy ośmieliła się już na więcej. O tym czasie płonęły już jak wczoraj ogniska, ale pod drzewami było ciemno. Podając mi na nożu kawał mięsa, stała blizko mnie. Wtem nastąpiła mi w znaczący sposób na nogę, aby zwrócić moją uwagę na słowa następujące:
— Jest jeszcze tylko kilka kawałków, a Old Shatterhand nie będzie syty. Czy przynieść jeszcze co?
Dozorcy nie przypisali tym słowom żadnego znaczenia, ja jednakże wiedziałem, co dziewczyna miała na myśli. Jej chodziło o to, żebym dał odpowiedź, odnoszącą się niby do jedzenia, a przytem wymienił przedmiot, którego mi było potrzeba do umożliwienia ucieczki. Właśnie dała mi do zrozumienia, że przyniosłaby mi jeszcze coś.
— Moja siostra jest bardzo dobra — odrzekłem — ale dziękuję jej. Jestem syty i mam wszystko, czego mi potrzeba. Jak się czuje skwaw młodego wodza Keiowehów?
— Ból znika, lecz wodę ciągle się przykłada.
— To dobrze, jej potrzeba pielęgnacyi. A kto jest przy niej?
— Ja.
— I tego wieczora także?
— Także.
— W nocy musi ktoś także być przy niej.
— Ja zostanę aż do rana.
Głos jej zadrżał; zrozumiała mnie.
— Aż do rana? Więc do widzenia!