Strona:PL Karol May - Winnetou 06.djvu/226

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   474   —

— A jednak chcesz, żebym życie przyjął z ręki kobiety. Czy ty mógłbyś to uczynić?
— Uff! — zawołał i zamilkł. Ten powód był dla niego zrozumialszy, przynajmniej w pewnej mierze. Po chwili spytał:
— Czy chciałbyś być moim przyjacielem?
— Bardzo chętnie.
— A co sądzisz o „Ciemnym Włosie“, mojej najmłodszej córce?
— Jest to najmilszy i najlepszy kwiat wśród cór Keiowehów.
— Czy jest godna męża?
— Każdy wojownik, któremu pozwolisz za skwaw ją pojąć, powinien być dumnym z tego.
— Nie odrzucasz jej zatem z pogardy dla mnie, lub dla niej?
— Daleki jestem od tego, ale Old Shatterhand musi sam bronić swojego życia i walczyć o nie, nie może zaś przyjąć go z ręki kobiety.
— Uff, uff! — potwierdził.
— Czy Old Shatterhand ma uczynić coś, na co uśmiechałby się każdy, opowiadający to przy obozowem ognisku?
— Nie.
— Czy mają mówić potem o Old Shatterhandzie: Uciekł przed śmiercią w objęcia młodej i ładnej kobiety?
— Nie.
— Czy nie mam obowiązku stać na straży przy mojej czci i sławie, nawet gdybym przez to miał życie utracić?
— Jesteś do tego zobowiązany.
— Teraz więc pojmiesz, dlaczego powiedziałem: nie. Dziękuję tobie i twej pięknej córce za życzliwość. Pragnę podziękować wam jeszcze inaczej, aniżeli tylko słowami.
— Uff, uff, uff! Old Shatterhand jest prawdziwie niezwykłym mężem. Szkoda, że musi umrzeć. Przedstawiłem mu jedyny środek ocalenia, widzę jednak, że, jako