Strona:PL Karol May - Winnetou 06.djvu/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   423   —

nieruchomą postawę, on zaś mówił dalej z wyrazem nie ubłaganej nienawiści:
Chiałem się udać nad Saltfork, aby donieść Tangui, że ten pies Apacz zginął nareszcie. Przypadkiem jednak spotkałem oddział Keiowehów i przybyłem tu rychlej. Na dole zobaczyłem się z Gatesem, który mi powiedział, że przyprowadził tu z sobą niejakiego mr. Jonesa. Gdy usłyszałem, że mr. Jones ma dwie strzelby, wielką i małą, zaraz powziąłem podejrzenie. Gdy mi Gates tego draba dokładnie opisał, odrazu domyśliłem się w nowym przybyszu Old Shatterhanda, chociaż on udawał nawet bardzo głupiego. Wyszedłem na górę, aby się ukryć i pochwycić go podczas jego powrotu z polowania, lecz on był już tutaj. Kopałeś dziurę, a myśmy się przypatrywali. Co to za papier masz w ręku?
— Rachunek od krawca.
— Psie, nie sądź, że możesz sobie drwić ze mnie! Co to takiego?
— Rachunek od krawca. Przyjdźcie i zobaczcie!
— Teraz tego nie zrobię! Muszę najpierw naprawdę cię pojmać! Co robisz teraz w Mugworthills, które Apacz nazywał Nugget-tsil?
— Szukam skarbów.
— Tego się domyślałem!
— Ale znajduję tylko krawieckie rachunki.
— Już ja przypatrzę im się dokładnie. Ciebie dyabeł przynosi wszędzie, gdzie cię najmniej potrzeba, ale tym razem dobrze sobie począł. Nareszcie będzie po tobie!
— Albo po was, gdyż jednego z was bezwarunkowo to czeka.
— Ty żabo zuchwała! Taki pies jeszcze przed śmiercią warczy! Ale to bezsilne zgrzytanie zębami nic ci nie pomoże. Powtarzam, że już po tobie! A złote kości, które tu chciałeś wykopać, weźmiemy sobie my!
— Weźcie i połamcie sobie na nich zęby!
— Nie szydź! Powiedziałeś wprawdzie, że tu nic niema, ale ten papier da nam wskazówki.
— To weźcie go sobie!