Strona:PL Karol May - Winnetou 04.djvu/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   464   —

sie tu stanąć. Albo więc mają konie, albo nie byli nad górnym Creekiem.
— Hm! Dajmy na to, że mają konie. Czemu się tego wypierają? Komu powierzyli zwierzęta?
— Zbadamy to. Czy mój brat Old Shatterhand uważa handlarza za ich wroga?
— Nie. On udaje.
— Tak jest z pewnością. Domyślam się tego stanowczo. On ich zna, może nawet do nich należy.
— Dlaczegoż się z tem kryje?
— Tego nie odgadniemy. O tem trzeba się dowiedzieć.
— Czy nie lepiej byłoby powiedzieć im w oczy, co o nich myślimy?
— Nie.
— Czemu?
— Bo ich skrytość może być także wywołana przyczyną, która nas nic nie obchodzi. Ci czterej ludzie mogą wbrew naszym podejrzeniom być zupełnie uczciwi. Nie powinniśmy ich martwić przedwczesnymi zarzutami, zanim się nie przekonamy, że to źli ludzie.
— Hm! Mój brat Winnetou zawstydza mnie czasem swoją delikatnością.
— Czy Old Shatterhand chce mię za to zganić?
— Nie. Winnetou wie, że daleki jestem od tego.
— Howgh! Nie należy nikomu robić przykrości, dopóki się nie jest pewnym, że zasłużył na to. Lepiej doznać krzywdy, aniżeli się jej dopuścić. Niech się mój brat Old Shatterhand namyśli! Czy handlarz ma jaki powód do tego, żeby knuć coś złego przeciwko nam?
— Bynajmniej. Wypadałoby mu raczej zachować się względem nas przyjaźnie.
— Ja także tak sądzę. On chce zobaczyć nasze zapasy, a pan jego ma z Old Firehandem zawsze korzystny interes. Do tego jednak nie przyszłoby, gdyby nam po drodze stało się coś złego, gdyż w takim razie nie dowiedzianoby się nigdy, gdzie się znajduje Old Firehand