Strona:PL Karol May - Winnetou 04.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   411   —

— Wiem o tem, człowiecze, ale powiedz, co znaczą te konie? — spytał Old Firehand.
— Hm! Pomyślałem sobie, że czerwoni raczej wszędzie będą szukali starego Parkera, aniżeli we własnym obozie. Toteż udałem się najpierw do owej doliny, ale tam już nic nie znalazłem. Wobec tego greenhorn — słyszysz, Samie Hawkens — ha! ha! ha! poszedł do „couch“, gdzie ukryte były konie. Ptaszki wyleciały i zostawiły tylko dwu przy koniach, aby mi dali swe skórki. Stało się wedle ich woli. Była to ciężka robota, powiadam, przysporzyła mi kilka dziur w skórze, ale Will Parker sądził, że sprawi uciechę czerwonym, jeśli pomoże im do pozbycia się koni. Liche szkapy wygnałem na preryę, a dobre wierzchowce tu przyprowadzam.
— Hm, dobrześ zrobił!— zawołał Dick Stone z podziwu nad bohaterstwem mówiącego.
— Pewnie, że dobrze — odrzekł Will Parker. — Skorośmy zabrali konie łucznikom, to będą musieli zgi-