Strona:PL Karol May - Winnetou 04.djvu/091

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   321   —

tylko okiem sięgnąć wszędzie widziało się deszczułki, dna i gotowe kadzie, próżne lub napełnione cennym palnym materyałem.
— Tak, to jest bluff, sir — odrzekł Harry. — Po tamtej stronie widzicie store, a zarazem restauracyę, boardinghouse, gdzie można dostać wszystkiego, czego kto zapragnie, a tu prowadzi droga na dół. Jest trochę stroma tak, że trzeba zsiąść z konia, ale niebezpieczeństwa niema. Czy pójdziecie z nami?
Zeskoczyłem szybko z siodła, a on także, mówiąc:
— Weźcie konia do ręki!
— Swallow sam zejdzie — odrzekłem. — Schodźcie naprzód!
On wziął swego konia za cugle, a mój mustang zaczął iść bez osobnego wezwania. Forster szedł z tyłu