Strona:PL Karol May - Winnetou 04.djvu/012

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   246   —

Zaledwie wypowiedział te słowa, rozległo się przeraźliwe wycie.
— Oto macie — rzekł Old Death. — Nietylko ukarał dwu wodzów, lecz zwabił za sobą Komanczów ku swoim ludziom. Strzały Apaczów pociągną za sobą ofiary. Słuchajcie!
Dał się kilkakrotnie słyszeć ostry, cienki, trzask strzałów rewolwerowych.
— To Winnetou — zauważył Old Death. — Strzela z rewolwerów, tkwiąc gdzieś między Komanczami w samym środku, a oni nic mu nie mogą zrobić.
Dla starego westmana zdarzenia takie były czemś zupełnie zwykłem. Twarz miał tak spokojną, jak gdyby w teatrze śledził przebieg sztuki, o znanej sobie budowie i zakończeniu. Komancze powrócili, ponieważ nie