Strona:PL Karol May - Winnetou 03.djvu/234

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   220   —

— Sennor! — rzekł. — Skąd macie prawo w ten sposób do mnie się odzywać?
— Przy tem ognisku siedzą tylko wodzowie i osoby wybitne.
— Ja jestem oficerem!
— Juareza? — spytał skwapliwie Old Death.
— Tak... nie, nie, Napoleona, jak to już powiedziałem.
— Aha, teraz wygadaliście się wspaniale. Oficer powinien, zwłaszcza w takich warunkach, lepiej pilnować języka. Skończyłem z wami, możecie odejść.
Oficer chciał coś jeszcze powiedzieć, ale wódz uczynił ręką ruch rozkazujący na znak, żeby się oddalił, a ten musiał posłuchać.
— No, cóż na to mój brat? — zapytał Old Death.
— Jego oskarża twarz — odrzekł Biały Bóbr — ale i to nie jest jeszcze dowodem.
— Ale jesteś już pewien, że jest oficerem i był u sennora Cortesio.
— Tak.
— Musi zatem należeć do partyi, dla której Cortesio zaciąga.
— Tak jest. Udowodnij mi jednak, że ten człowiek zaciąga w szeregi Juareza, a wtedy będę zadowolony.
— Oto masz dowód!
Old Death sięgnął do kieszeni i wydobył paszport, podpisany przez Juareza, rozwinął go i mówił dalej:
— Chcąc się przekonać, czy Cortesio pracuje dla Juareza, oraz czy wszystkie, przybywające doń, blade twarze są przyjaciółmi Juareza, udaliśmy, że pragniemy służyć w jego szeregach. Cortesio przyjął nas i dał każdemu z nas paszport z podpisem Juareza. Mój towarzysz może ci także swój pokazać.
Wódz wziął paszport i przypatrzył mu się dokładnie. Zły uśmiech przemknął mu po twarzy, gdy po chwili rzekł:
— Biały Bóbr nie nauczył się od białych sztuki mówienia na papierze, zna jednak dobrze znak, który tu widzi; to jest totem Juareza. Pomiędzy moimi wo-