Strona:PL Karol May - Winnetou 03.djvu/219

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   205   —

jest jeszcze mokre, ale dotknij się jego ubrania, a przekonasz się, że całkiem suche.
— On zdjął mokre ubranie, a w domu wdział suche.
— A jak wszedł? Czy nasi wojownicy bramy nie pilnowali? Nikt nie może dostać się do tego domu, ani zeń wyjść bez tych schodów, na których stali Komancze. Czy mój młody towarzysz mógł zatem być poza domem?
Przyznali to, a wyprowadzony w pole strażnik sam nabrał wkońcu przekonania, że się pomylił. Gdy potem hacyendero zauważył, że w okolicy włóczy się banda koniokradów, do których musiał należeć ten biały, sprawa była załatwiona. Zagadką zostało tylko to, że nie było śladu, w którą stronę udał się ten człowiek. Dla jej rozwiązania przejechał dowódca ze strażnikiem i kilku innymi wojownikami przez bród, a potem na opisane miejsce. Szczęściem zaczęło się już ściemniać, dokładne więc badanie odbyć się już nie mogło. Przebiegły Old Death wziął mnie z sobą, aby się przejść wzdłuż rzeki. Z oczyma, zwróconemi na Komanczów po drugiej stronie, ale zajęci nimi tylko pozornie, szliśmy powoli i zatrzymaliśmy się przy petuniach. Tam odezwał się skut tak cicho, że mogłem to usłyszeć tylko ja i człowiek, znajdujący się w czółnie:
— Tu stoi Old Death i blada twarz, która Dobrego Męża tutaj schowała. Czy poznaje mnie wódz Apaczów go głosie?
— Tak — zabrzmiała równie cicha odpowiedź.
— Komancze myślą teraz, że Dobrego Męża tu niema. O świcie wyruszą dalej. Czy mój brat potrafi wytrzymać w czółnie tak długo?
— Apacz wytrzyma, bo zapach wody go orzeźwia i gorączka już nie wróci. Ale wódz Apaczów bardzo pragnąłby wiedzieć, jak długo pozostanie tu Old Death z twarzyszami.
— Odjeżdżamy jutro razem z Komanczami.
— Uff! Czemu brat mój przyłącza się do naszych nieprzyjaciół?
— Bo szukamy ludzi, którzy się u nich znajdują.