Strona:PL Karol May - Winnetou 03.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




ROZDZIAŁ III.
Przez granicę.

W tydzień potem znajdowało się pięciu jeźdźców mniej więcej na tym punkcie, gdzie stykają się południowe rogi teksańskich hrabstw Medina i Uwalde. Biali jechali w dwie pary naprzód, a z tyłu za nimi murzyn. Jadący na czele biali byli prawie jednakowo ubrani z tą tylko różnicą, że ubranie młodszego było nowsze od ubrania starszego, wychudłego, człowieka. Niosły ich kasztanki, kłusując wesoło i parskając od czasu do czasu, jakby na znak, że podołają natężającej jeździe w tych odległych okolicach. Po drugiej parze podróżnych poznać było natychmiast, że to ojciec i syn. Byli także jednako ubrani, lecz nie w szaty skórzane jak pierwsi, ale wełniane. Na głowie mieli szerokie kapelusze pilśniowe, a broń ich składała się z dwururki, noża i rewolweru. Murzyn o żylastej postaci miał na sobie lekkie ciemne calico, a na wełnistej głowie wysoki, lśniący, cylinder. W ręku trzymał rifle z dwoma lufami, a za pasem tkwiła macheta, czyli długi szablowaty nóż, jakich przeważnie używają w Meksyku.
Nazwiska pierwszych są znane. Byli to Old Death, Lange, syn jego i ja. Czarny był murzynem Cortesia z La Grange, tym samym, który nas owego pamiętnego wieczora wpuszczał do Meksykanina. Trzy dni upłynęły, zanim się Old Death wylizał z owego stłuczenia, spo-