Strona:PL Karol May - Winnetou 03.djvu/056

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


był pewny, że pochwyci mnie zębami za gardło. W chwili jednak, kiedy chciał mnie ugryźć, uderzył nosem o ścianę. Skok był tak silny, że pies padł ogłuszony na ziemię.
Ja błyskawicznie porwałem go za tylne nogi, zamachnąłem się i palnąłem nim o ścianę tak mocno, że mu czaszkę rozbiłem.
Powstał okropny hałas. Psy szczekały, wyły i ciągnęły stoły na linewkach, ludzie klęli, a właściciel zabitego psa gotował się do bójki ze mną. W tem powstał Old Death i zawołał, mierząc do łotrów z obydwu rewolwerów:
— Stop! Na teraz jednakże już dość, chłopcy. Jeszcze jeden krok, lub ruch po broń, a strzelę. Co do nas pomyliliście się trochę. Ja jestem poszukiwacz ścieżek, Old Death, o którym słyszeliście zapewne, a ten sir, mój przyjaciel, również się was nie boi. Siądźcie i pijcie da-