Strona:PL Karol May - Winnetou 03.djvu/053

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   43   —

broń wpadały w oko natychmiast. Każdy uzbrojony był w strzelbę, nóż i rewolwer, albo pistolet; a oprócz tego mieli wszyscy u boku tęgie harapy i trzymali na mocnych linewkach psy. Były to ogromne psiska owej starannie hodowanej rasy, używanej w Stanach południowych do chwytania zbiegłych murzynów. Nazywają się one psami krwawymi lub łapaczami ludzi.
Opryszkowie przypatrzyli się nam bez powitania bezczelnym wzrokiem, rzucili się na krzesła, że aż zatrzeszczały, pokładli nogi na stole i zaczęli po nim bębnić zapiętkami, co miało oznaczać, że zwracają się do gospodarza z uprzejmą prośbą, żeby się do nich potrudził.
— Człowiecze, czy masz piwo? — krzyknął doń jeden z nich. — Niemieckie piwo?
Gospodarz dał z trwogą potakującą odpowiedź.
— Napijemy się. A ty sam jesteś Niemiec?
— Nie.
— To twoje szczęście. Piwa niemieckiego napijemy się, ale Niemcy niech się smażą w piekle, ci abolicyoniści, którzy pomagali Północy i przyprawili nas o utratę posad!
Gospodarz wycofał się czemprędzej, aby obsłużyć swych wytwornych gości, ja zaś odwróciłem się mimowoli i spojrzałem na mówiącego, a ten dostrzegł to. Jestem pewien, że w mojem spojrzeniu nie było dlań nic obrażającego, ale on widocznie nie lubił, żeby mu się przypatrywać, a może szukał zaczepki, bo zgromił mnie temi słowy:
— Czemu się na mnie gapisz? Czy nie powiedziałem może prawdy?
Odwróciłem się w milczeniu.
— Miejcie się na baczności! — szepnął do mnie Old Death. — To są rowdies najgorszego gatunku, wydaleni ze służby dozorcy niewolników, których chlebodawcy pobankrutowali po zniesieniu niewolnictwa. Teraz połączyli się, aby razem popełniać bezprawia. Najlepiej na nich nie zważać. Wypijmy prędzej i wynieśmy się.
Ten szept nie podobał się właśnie przedmówcy, bo wrzasnął znowu ku nam: