Strona:PL Karol May - Winnetou 02.djvu/241

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   485   —

— To właśnie byłoby błędem. Zwracam uwagę na to mego brata Winnetou.
— Dlaczego?
— Bo Santerowi może przyjść na myśl opuścić rzekę i lądem dalej uciekać z większą pewnością, że wam ujdzie. Ponieważ nie wiecie, po której stronie wyjdzie z wody, musicie się podzielić i jechać wzdłuż obu brzegów Red River.
— Mój brat ma słuszność. Uczynimy wedle jego wskazówki.
— Trzeba przy tem bardzo uważać, żeby nie przeoczyć miejsca, na którem on wyląduje, a to wam dużo czasu zabierze. Nie możecie także przecinać zakrętów rzeki, gdyż co dla jednej strony jest wklęsłością, to dla drugiej wypukłością i gdy jeden oddział przecinałby łuk, drugi okrążałby na drugim brzegu tem dalej i rozeszlibyście się z tego powodu.
— Jest tak, jak mówi mój brat, pojedziemy tedy wzdłuż wszystkich zakrętów rzeki. Szkoda nam więc teraz każdej minuty!
— Jakże chętnie przyłączyłbym się do was, ale uwolnić Hawkensa jest naprawdę moim obowiązkiem; nie mogę go opuścić.
— Nie zażądam nigdy od ciebie niczego, co byłoby przeciwko twej powinności. Tobie z nami jechać nie wolno. Ale jeśli Wielki Duch tak sprawami pokieruje, zobaczymy się za kilka dni.
— Gdzie?
— Odjeżdżając stąd, zwróć się ku połączeniu się tej rzeki z Rio Bosco de Natchitoches. Tam, gdzie obie rzeki zaczynają bieg wspólny, po ich lewym brzegu, czekać będzie jeden z moich wojowników, jeżeli spotkanie będzie możebne.
— A jeżeli nie zastanę tam żadnego?
— W takim razie będzie to znakiem, że jeszcze ścigam Santera, że nie wiem, dokąd umknie i nie mogę ci oznaczyć, gdzie mnie masz szukać. Potem udasz się ze swojemi trzema towarzyszami do St. Louis, do bla-