Strona:PL Karol May - Winnetou 02.djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   458   —

— Czy koniecznem jest dopiero o tem się dowiadywać? Czy nie da się to odgadnąć?
— Tak, odgadnąć można, ale tą drogą nie uzyskuje się takiej pewności, jak wtedy, gdy się widzi i słyszy. Zresztą wiadomo, że człowiek łatwo się myli.
— W tym wypadku nie. Keiowehowie nie są dziećmi, lecz dorosłymi wojownikami. Ze wszystkiego, co tu możliwe, zrobią rzecz najmądrzejszą, a tem może być tylko jedno.
— Odjadą do swojej wsi?
— Tak. Nie zastawszy ciebie, zobaczą, że zamiaru Santera nie wykonają, dowódca wróci więc do swego planu. Jestem przekonany, że już tutaj na nas nie uderzą.
— Santer będzie próbował namówić ich do tego.
— Niewątpliwie, ale go nikt nie posłucha i odjadą.
— A my? Co my zrobimy? Czy pojedziemy, jak się oni tego spodziewają, za nimi?
— Albo ich wyprzedzimy!
— Także dobrze! Będąc przed nimi, możemy ich niespodzianie zaatakować.
— Tak, moglibyśmy, ale jest coś lepszego. Chcemy pojmać Santera i uwolnić Sama Hawkensa. Droga nasza wiedzie zatem do wsi Tanguy, gdzie się Sam Hawkens znajduje w niewoli, ale to nie musi być ta sama droga, którą obiorą Keiowehowie. Tej właśnie trzeba nam unikać, ponieważ na niej oczekują nas. Tą drogą nie moglibyśmy się posuwać niepostrzeżenie, a to konieczne do wykonania naszego zamiaru.
— Czy mój brat Winnetou zna wieś Tanguy?
— Tak.
— I wiesz całkiem dokładnie, gdzie leży?
— Tak dokładnie, jak znam położenie własnego puebla. Leży nad Salt Forkiem, dopływem północnego ramienia rzeki Red River.
— A zatem na południowy wschód stąd?
— Tak.
— Więc będą nas oczekiwać z północnego zachodu,