Strona:PL Karol May - Winnetou 02.djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   364   —

— Dobrze się wyraziłeś, nazywając ten obrzęd religijnym, gdyż nie jest to pogańska maskarada, lecz każdy ton, każdy ruch lekarza posiada swe znaczenie. To, co teraz usłyszysz, to będzie sprzeczka dwu głosów, dobrego i złego losu.
W ten sposób wytłumaczył mi także dalszy przebieg owego tańca lekarskiego.
Po prychaniu nastąpiło przeciągłe wycie, które chwiami milkło na korzyść tonów łagodniejszych. Wycie dowodziło, że patrzący w przyszłość znachor widzi złe znaki, a delikatniejsze dźwięki brzmiały wówczas, kiedy widział coś dobrego. Po dość długiem trwaniu wycia i prychania wyskoczył nagle znachor z wozu i zaczął, jak wściekły, pędzić z rykiem dokoła. Potem zwolnił nieco w biegu,