Strona:PL Karol May - Winnetou 02.djvu/041

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   291   —

— Old Shatterhand.
— Dlaczego?
— Ponieważ ty go obraziłeś.
— Nie, ja powinienem oznaczyć broń.
— Ty?
— Tak, ja, gdyż on mnie obraził, a ja jestem wodzem, gdy tymczasem on zwykłym białym. Jestem więc czemś o wiele ważniejszem od niego.
— Old Shatterhand jest czemś więcej od czerwonego dowódcy.
— On też tak twierdzi, ale tego udowodnić nie zdołał. Groźba nie jest dowodem.
Rozstrzygnąłem tę kwestyę:
— Niech Tangua wybiera; mnie wszystko jedno, jaką go bronią zwyciężę.
— Ty mnie nie zwyciężysz! — ryknął do mnie. — Czy sądzisz, że zgodzę się na walkę na pięści, w której ty każdego powalisz, albo nóż, którym przebiłeś Noża-pioruna, albo tomahawk, który się nawet dla Inczu-czuny zgubnym okazał?
— A cóż?
— Będziemy strzelać do siebie, a moja kula ugrzęźnie ci w sercu!
— Dobrze, przystaję z ochotą. Ale czy mój brat Winnetou słyszał, do czego teraz przyznał się Tangua?
— Co takiego?
— Że walczyłem z Nożem-piorunem i że go zakłułem w tym celu, aby Apaczów uwolnić od słupa męczeńskiego, ale Tangua przeczył temu aż dotąd. Wszyscy teraz przekonali się, że miałem słuszność, nazywając go kłamcą.
— Kłamcą? — huknął na mnie Keioweh. — Życiem mi za to zapłacisz! Prędzej podajcie mu strzelbę! Niech się walka rozpocznie natychmiast, żebym tego psa ujadającego zmusił do milczenia!
Trzymał swoją strzelbę w ręku. Winnetou posłał Apacza do puebla po moją rusznicę i amunicyę, którą, nim mnie pojmano, nosiłem przy sobie. Wszystko za-