Strona:PL Karol May - Winnetou 02.djvu/025

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   275   —

a czerwoni mają w tem taką wprawę, że odcinają nim na sto kroków koniec palca. Inczu-czuna nie będzie w was walił toporem, lecz puści go za wami podczas waszej ucieczki i pozbawi was życia za pierwszym rzutem. Wierzcie mi, że choćbyście byli znakomitym pływakiem, nie dostaniecie się na drugi brzeg, bo już podczas płynięcia uderzy was tomahawkiem w głowę, a raczej w kark, co daleko pewniej śmierć sprowadza. Na to nie poradzi nic cała wasza sztuka i cała wasza siła fizyczna!
— Wiem o tem, kochany Samie. Wiem także, że naparstek chytrości więcej zdziała w pewnych okolicznościach od beczki siły fizycznej
— Chytrości? Skąd mielibyście przyjść do chytrości! Stary Sam Hawkens znany jest jako chytra sztuczka, a mimoto nie rozumie, w jaki sposób zamierzacie wodzowi wydrzeć palmę zwycięstwa. Co poradzi chytrość całego świata wobec tomahawka, dobrze rzuconego!
— Poradzi, Samie, poradzi!
— Jakżeż?
— Zobaczycie, albo raczej na razie nie zobaczycie. Powiadam jednak, że jestem prawie pewien, że sprawa się uda.
— Puszczacie się na to olbrzymie samochwalstwo chyba tylko dlatego, żeby nam ulżyć na sercu.
— Nie.
— Tak, by nas pocieszyć! Ale co tu pomoże pociecha, która przepadnie już w następnej minucie!
— Uspokójcież się. Mam znakomity plan.
— Plan? Tego jeszcze brakowało! Tu niema innego planu, jak przepłynąć na drugą stronę, a podczas tego tomahawk was dosięgnie.
— Nie. Uważajcie! Jeśli utonę, będziemy ocaleni.
— Utonę... ocaleni! Sir, wy już w agonii i dla tego bredzicie!
— Wiem, co robię. Zapamiętajcie sobie, że skoro utonę, nie mamy się czego obawiać.