Strona:PL Karol May - Winnetou 01.djvu/268

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   250   —

do tego. Noś go od dzisiaj, gdyż niedługo będziesz się mógł nim cieszyć.
— Czy dla tego, że umrę wkrótce?
— Tak.
Wzięła z mej ręki łańcuch i powiesiła mi na szyi. Od tego dnia nie zdejmowałem go przez cały czas pobytu na dzikim Zachodzie.
— Mogłaś później przynieść mi tę pamiątkę — odpowiedziałem pięknej Indyance. — Niema nic pilnego, gdyż będę ją prawdopodobnie nosił jeszcze przez długie, długie lata.
— Nie, tylko przez krótki, bardzo krótki czas.
— Ja myślę inaczej! Wasi wojownicy mnie nie zabiją!
— Zabiją z pewnością! Tak postanowiono na radzie starszych.
— To cofną to postanowienie, skoro tylko dowiedzą się, że jestem niewinny.
— Nie uwierzą ci!
— Uwierzą, ponieważ potrafię im to udowodnić!
— Udowodnij, udowodnij! Ucieszyłabym się bardzo, słysząc, że nie jesteś kłamcą i zdrajcą! Powiedz mi, czem możesz to udowodnić, ażebym zawiadomiła o tem brata Winnetou!
— Niech po to przyjdzie sam do mnie.
— Tego nie zrobi.
— To się nie dowie. Nie przywykłem żebrać dla siebie przyjaźni, ani porozumiewać się przez posłów z ludźmi, którzy do mnie przyjść nie chcą.
— Jacy z was wojowników twardzi ludzie! Byłabym ci tak chętnie przyniosła przebaczenie Winnetou; ale ty go nie otrzymasz.
— Nie potrzebuję przebaczenia, bo nie popełniłem nic takiego, coby musiano dopiero darować. Poproszę cię o inną przysługę.
— O jaką?
— Gdybyś jeszcze raz była u Sama Hawkensa, to pociesz go odemnie, gdyż będziemy wolni, skoro tylko ja wyzdrowieję.