Strona:PL Karol May - Winnetou 01.djvu/257

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   239   —

— Nie udowodniliście niczego, gdyż to opowiadanie jest jednem wielkiem kłamstwem.
— Spytaj Tanguę, wodza Keiowehów, który się w twoich rękach znajduje!
— Już to uczyniłem.
— A co powiedział?
— Że kłamiesz. Old Shatterhand nie walczył z „Nożem-piorunem“, zabili go nasi wojownicy podczas napadu na was.
— To straszna nieuczciwość ze strony Tanguy. Wie, że potajemnie staliśmy po waszej stronie i chce zemścić się za to w ten sposób.
— Przysiągł mi na Wielkiego Ducha, jemu więc, a nie wam wierzę. Powtórzę ci to samo, co przed chwilą słyszał odemnie Old Shatterhand: Gdybyście byli przyznali się otwarcie, byłbym się wstawił za wami. Kleki-petra, który był mym ojcem, przyjacielem i nauczycielem, posiał mi w sercu zamiłowanie pokoju i łagodności. Nie pożądam krwi, a mój ojciec czyni zawsze to, o co go proszę. Dla tego nie zabiliśmy dotąd żadnego z Keiowehów, których tu jeszcze ciągle mamy w niewoli. Za wszystko, co nam złego wyrządzili, nie zapłacą życiem, lecz końmi, bronią, namiotami i kocami. Nie pogodziliśmy się jeszcze z nimi o cenę, ale to się załatwi niebawem. Rattler jest mordercą Kleki-petry i musi dać głowę. Jesteście jego towarzyszami, mimoto okazalibyśmy może dla was pobłażliwość, gdybyście byli otwarci, ponieważ zaś tak nie jest, przeto podzielicie los jego.
Było to przemówienie tak długie, jakie rzadko później i tylko w najważnieszych chwilach słyszałem z ust milczącego Winnetou. Los nasz obchodził go zatem więcej, niż się sam przyznawał do tego.
— Przecież nie możemy się ogłaszać waszymi wrogami, skoro przyjaciółmi jesteśmy — odparł Sam.
— Milcz! Widzę, że umrzesz z tem wielkiem kłamstwem na ustach. Pozostawiliśmy wam dotąd więcej wolności, niż innym jeńcom, aby wam dać możność czynienia usług Old Shatterhandowi. Nie jesteście godni tych