Strona:PL Karol May - Winnetou 01.djvu/084

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   76   —

tak, jak wczoraj i dzisiaj. Zwłaszcza wczoraj życie wasze wisiało na włosku. Nie napominajcie nigdy, że jesteście greenhorn. Ten człowiek pozwala spokojnie zbliżyć się do siebie bawołowi i strzela mu w oczy! Czy to kto widział? Jesteście jeszcze niedoświadczeni i nie doceniacie bizonów. Uważajcie na siebie lepiej w przyszłości i nie ufajcie sobie zanadto! Polowanie na bizona bardzo niebezpieczne. Jest jeszcze tylko jedno bardziej niebezpieczne.
— Jakie?
— Na niedźwiedzia.
— Czy na czarnego z żółtym pyskiem?
— Baribala? Z tego się śmieję, bo bardzo dobroduszny i spokojny, można go nauczyć prasować i haftować. Ja myślę o grizzlim, szarym niedźwiedziu z Gór Skalistych. Pewnie czytaliście o nim, jak zresztą o wszystkiem?
— Tak.
— To się cieszcie, jeżeli nie ujrzycie żadnego. Gdy się podniesie, jest od was wyższy o dwie stopy, a jak raz kłapnie zębami, to wam miazgę z głowy zrobi. Napadnięty i wprawiony we wściekłość nie spocznie, dopóki nie rozszarpie i nie zniszczy wroga.
— Albo wróg jego!
— Oho! Patrzcie, już znowu pokazuje się wasza wielka lekkomyślność! Mówicie o wielkim, niezwyciężonym, szarym niedźwiedziu, jak gdyby chodziło o małego nie groźnego pracza.
— Tak nie jest. Nie lekceważę go sobie, ale też nie zgadzam się na to, że jest niezwyciężony. Nie istnieją zwierzęta drapieżne, którychby nie można pokonać. Tak samo ma się rzecz z grizzlim.
— Czy i to znaleźliście w książkach?
— Tak.
— Hm! Zdaje mi się, że to książki, przez was czytane, są powodem waszej lekkomyślności. Jesteście zresztą człowiekiem rozumnym, jeśli się nie mylę. Potra-